Aktualności

10.03 – XXXIV Kapituła Prowincjalna: homilia br. Alberta Ch. Dorociaka

Drugi dzień obrad Kapituły rozpoczęła jutrznia, a następnie Msza Święta, podczas której homilię wygłosił br. Albert Dorociak OH. Przywołał postać patrona dnia, św. Benedykta Menniego, wskazując na jego odwagę płynącą z miłości do Boga i człowieka. Br. Albert skupił się na czterech filarach świętości (tzw. „cztery P”), którymi żył św. Benedykt i które powinny stać się fundamentem trwającej kapituły oraz wielkopostnego nawrócenia, a także zachęcił braci do podjęcia konkretnych decyzji, podkreślając, że Kapituła to czas na odważne kroczenie drogą wyznaczoną przez patrona.

Poniżej publikujemy pełną treść wygłoszonej homilii.

Kochani, powiem tak, że po takim porządnym, wczorajszym, sycącym, dwudaniowym obiedzie, który nam zaobserwował ksiądz kardynał Ryś, moje wypociny będą zaledwie marną przystawką. Drugiemu dniowi naszej kapituły patronuje nasz święty współbrat Benedykt Menni. I myślę, że, mam taką nadzieję, że przynajmniej zdecydowana większość z nas tutaj obecnych doskonale zna jego biografię, która z jednej strony pełna jest pięknych momentów, wydarzeń, dokonań w jego życiu, w jego posłudze, ale też z drugiej strony nie brak w tej biografii chwil, czasów bardzo trudnych, bolesnych, naznaczonych ogromnym cierpieniem, niezrozumieniem, odrzuceniem, oskarżeniami, pomówieniami, a nawet i procesami sądowymi, zarówno cywilnymi, jak i kościelnymi. 

W nawiązaniu do hasła, które przyświeca naszej kapitule, Benedykt rzeczywiście był szalony, był niesłychanie odważny. Dlaczego? I o tym powiedział ksiądz kardynał, cytując kardynała Tagle – dlatego, że kochał. Kochał Boga, kochał Kościół, niezmiernie kochał zakon i kochał drugiego człowieka.

Jego jedynym biznesem, jego jedyną filozofią, jedynym interesem, jedyną polityką, jedynym programem była miłość, jak wspomniałem – do Boga, do Kościoła, do zakonu i do człowieka. Anioł Herkules, takie imiona otrzymał na chrzcie, też wymowne. Był piątym z piętnastoroga dzieci. Dzisiaj wielu by powiedziało: we współczesnym świecie pochodził z patologicznej rodziny, ale otóż nie. Piąty z piętnastoroga dzieci. W wieku osiemnastu lat wstępuje do zakonu, w wieku dwudziestu czterech przyjmuje święcenia i mając dwadzieścia pięć lat, mądry generał, Giovanni Maria Alfieri, przedstawia go papieżowi Piusowi IX i z ich błogosławieństwem Benedykt wyrusza odnowić i uratować zakon w jego kolebce.

W kieszeni nie miał ani centa i nie znał ani jednego słowa po hiszpańsku. Po dziewiętnastu latach swojego prowincjalstwa dorobił się piętnastu dzieł apostolskich, ponad dwustu braci i nowego zgromadzenia, które założył – Sióstr Szpitalnych Najświętszego Serca. Na czym polegał fenomen świętości świętego Benedykta? Myślę, że na takich czterech „P”: prawda, pokora, posłuszeństwo i przebaczenie. On nie tylko przebaczył tym, którzy go niesłusznie oskarżali, on się nawet za nimi wstawiał, on ich usprawiedliwiał. Kiedy się czyta jego krytyczną biografię i mnóstwo listów, które pisał do braci i do sióstr, tam jak na dłoni właśnie widać te cztery „P”. Prawda, pokora, posłuszeństwo i przebaczenie. Przeżywamy Wielki Post też na „P”. Jakże bardzo potrzebne są nam te cztery charakterystyczne cechy świętości Benedykta w naszym procesie nawracania się.

Ciągle potrzebna jest nam prawda i to ta Prawda przede wszystkim o nas samych. I ciągle cierpimy na deficyt pokory i to dziwne, że nikomu z nas nie brak pychy, ale deficyt pokory jest. O posłuszeństwie się świetnie czyta choćby w naszych konstytucjach czy statutach generalnych, ale kiedy przyjdzie nam realnie dotknąć posłuszeństwa i nim żyć i w nim żyć, to nagle pojawiają się jakieś schody.

Bo przecież żyjemy w czasach innych, ubranych w tak modne dziś słowa jak godność, wolność, autonomia, tolerancja, swoboda. Generał dominikanów, obecnie kardynał Timothy Radcliffe w jednej z konferencji do swoich współbraci powiedział, że dzisiejszy świat cierpi z powodu tsunami indywidualizmu. To jest właśnie to, ta swoboda, ta wolność, autonomia – tsunami indywidualizmu.

No i przebaczenie. O nim mowa w dzisiejszej Ewangelii. Posłuchajcie.

Młodzieniec siedział sam w autobusie – pisze Bruno Ferrero w opowiadaniu pod tytułem „Podobni do Boga”. – Wzrok miał nieprzerwanie skierowany za okno. Wyglądał na niewiele ponad dwadzieścia lat. Piękny, z twarzą o delikatnych rysach. Pewna kobieta usiadła obok niego, po zamienieniu kilku słów o pogodzie ciepłej, wiosennej, młodzieniec niespodziewanie rzekł:  – byłem w więzieniu przez dwa lata. Wyszedłem dzisiejszego ranka i wracam do domu. Słowa wypływały z niego jak rwąca rzeka, kiedy opowiadał jak dorastał w biednej, uczciwej rodzinie i jak jego przestępcza działalność przysporzyła rodzinie bólu i wstydu. Przez te dwa lata nie miał od nich wieści. Wiedział, że rodzice byli zbyt biedni, aby pozwolić sobie na podróż do więzienia i zbyt prości, aby pisać listy. On sam przestał do nich pisywać, ponieważ nie odpowiadali. Trzy tygodnie przed zakończeniem kary uczynił ostatni desperacki krok, który miał mu pozwolić na powrót do ojca i matki. Przeprosił ich za zawód, jaki im sprawił i poprosił o przebaczenie. Po wyjściu na wolność wsiadł do autobusu, który miał go zawieźć do jego miasta i którego trasa wiodła obok domu i ogrodu, gdzie dorastał i gdzie nadal mieszkali jego rodzice. W liście napisał, że rozumie ich zachowanie.  Dla ułatwienia sprawy poprosił, aby dali mu znak, który mógłby zobaczyć z przejeżdżającego autobusu. Jeśli by mu przebaczyli i chcieli go przyjąć, mieli przyczepić białą wstęgę do starej jabłoni w ogrodzie. Gdyby znaku nie było, młodzieniec nie wysiadłby z autobusu i opuściłby miasto, odchodząc na zawsze z życia rodziny. W miarę jak autobus przybliżał się do celu, młodzieniec stawał się coraz bardziej nerwowy, do tego stopnia, że bał się spoglądać przez okno, pewien, że nie zobaczy żadnej wstęgi. Po wysłuchaniu jego opowiadania kobieta ograniczyła się tylko do prośby: – zamień się ze mną, ja będę wyglądać przez okno.  Autobus jechał dalej, mijając jeszcze kilka domów i w pewnej chwili kobieta zobaczyła drzewo. Dotknęła delikatnie ramienia młodzieńca i powstrzymując łzy, wyszeptała:  – spójrz, spójrz. Obwiesili całe drzewo białymi wstążkami.

Drodzy, powiem tak. Jesteśmy bardzo podobni do bestii, gdy zabijamy. Często słowem, spojrzeniem, gestem. Jesteśmy bardzo podobni do ludzi, gdy osądzamy i to często bardzo niesłusznie. Ale jesteśmy bardzo podobni do Boga, kiedy przebaczamy. To będzie mocne, co teraz powiem, ale mówię o tym, patrząc i spoglądając przede wszystkim na własne podwórko. Bądźmy szczerzy, każdy z nas, każdy tutaj obecny ma za paznokciem sumienia brud nieprawdy, pychy, nieposłuszeństwa i nieprzebaczenia. I kapituła to także czas tych benedyktowych czterech „P”. Prawdy, pokory, posłuszeństwa i przebaczenia. I Benedykt pokazał nam, że trzeba, że można, że warto. A teraz i kroki i decyzje należą do każdego z nas. Amen.