9.03.2026 roku, po inauguracyjnej Mszy Świętej, uczestnicy XXXIV Kapituły Prowincjalnej wzięli udział w konferencji programowej, którą wygłosił ks. kard. Grzegorz Ryś. Metropolita, nawiązując do hasła Kapituły „Rozszerzajmy z odwagą szpitalnictwo w zmieniającym się świecie”, skupił się na chrześcijańskiej definicji męstwa, radykalnie różnej od potocznego rozumienia „odwagi”.
Zachęcamy do zapoznania się z treścią konferencji:
Pierwszym słowem tematu waszej Kapituły jest odwaga (…). W jaki sposób Słowo Boże widzi człowieka mężnego? Możemy od razu powiedzieć, że to jest kompletnie inna wizja, niż ta, która panuje w naszym świecie. W naszym świecie człowiek mężny czy odważny, to jest ktoś, kto potrafi rzucić się w każde szaleństwo i niczego się nie boi. Jakby zapytać na ulicy kogoś, co znaczy męstwo, to właśnie by powiedziano, że mężny jest ten, który się nie boi (…).
Bardzo nam pomaga Pismo Święte, pokazując przykłady męstwa. Jest dwóch ludzi w pierwszym przymierzu, którzy wprost usłyszeli polecenie: bądź mężny. W Nowym Testamencie z reguły takie polecenie nie pada. Pada: nie bój się, nie lękaj się. Natomiast właśnie w Starym Testamencie są ludzie, którzy usłyszeli wprost polecenie: bądź mężny. I to jest dwóch ludzi. Pierwszym jest Jozue. I on to słyszy kilkakrotnie od Mojżesza: bądź mężny i mocny, bądź mężny i mocny. To jest refren, którym Mojżesz przemawia do Jozuego. I drugi raz to polecenie takie samo, dosłownie: bądź mężny i mocny, słyszy Salomon od swego ojca Dawida. Obydwie te sytuacje są do siebie dość podobne. Choć w czasie są odległe, konteksty są inne. Ale jest coś, co sprawia, że są do siebie podobne. Jozue słyszy to od Mojżesza wtedy, kiedy Mojżesz odchodzi. Przyprowadził cały lud Boga na granice Kanaanu. Są na górze, z której Mojżesz jeszcze mógł zobaczyć obiecaną przez Pana ziemię. No i wie, że tu będzie pochowany. Szuka człowieka, który wprowadzi ten lud do ziemi świętej już bez niego. No i oczywiście tym człowiekiem ma być Jozue. I zlecając mu tę misję wprowadzenia ludu do Kanaanu, Mojżesz właśnie kilkakrotnie, chyba sześciokrotnie mówi do niego: bądź mężny i mocny.
Zastanawiałem się, dlaczego akurat tak. No i odpowiedź chyba jest następująca: ta sytuacja już się raz wydarzyła, czterdzieści lat wcześniej. Oni przyszli na granicę Kanaanu. Mojżesz z całym ludem Boga. I wtedy, jak pamiętacie, Mojżesz wysłał, moglibyśmy powiedzieć: szpiegów, ale może lepiej „rekonesans”. Wybrał książąt ważnych z Izraela i posłał ich, żeby przebadali ten kraj. I oni przeszli ten kraj we wszystkie strony. Przyszli, przynieśli nawet owoce tego kraju i powiedzieli: to jest kraj mlekiem i miodem płynący. Jest tam cudownie, jest tam fantastycznie, jest tam wspaniale. Ale fajnie. To było pierwsze, co powiedzieli. A drugie powiedzieli: jak tam wejdziemy, to wszyscy zginiemy. Tam mieszka lud, który jest od nas absolutnie silniejszy. Tam mieszkają olbrzymi. Nie jesteśmy w stanie wejść do tego kraju. Z tych wszystkich książąt, którzy byli na tym rekonesansie, tylko dwóch mówiło: wejdźmy. Jak Bóg jest z nami, to zajmiemy ten kraj, to jest oczywiste. Bóg nas wyprowadził z Egiptu, Bóg nas przeprowadził przez Morze Czerwone. Bóg potopił Faraona z całym jego wojskiem. Jak Bóg jest z nami, to wejdziemy i pochłoniemy ich wszystkich. Ale lud mówi: nie, nie, nie. Wybierzmy sobie nowego wodza i wracajmy do Egiptu.
Jest tylko dwóch. Jednym z nich był Jozue. Drugim był Kaleb. I oni potem przez czterdzieści lat chodzili po pustyni. I teraz po czterdziestu latach są tam z powrotem. I Jozue słyszy od Mojżesza: to teraz ty ich wprowadź. No ale Jozue wie, że już tu raz był. Już się raz cofnęli. Wtedy jeszcze mieli Mojżesza. A teraz Mojżesz odchodzi, i co? I on ma sam ten lud wprowadzić? (…) I Mojżesz widzi w Jozuem tę postawę: bądź mężny i mocny, bądź mężny i mocny. To jest ta pierwsza sytuacja. Druga jest, kiedy Dawid umierając, woła Salomona. Mówi: bądź mężny i mocny, masz zbudować Bogu świątynię. A Salomon, który dopiero obejmuje władzę, wie o tym, jak wspaniałym królem był jego ojciec. Jak był niezwykłym władcą. Nie postawił tej świątyni. Nie udało się. Zrobił wszystko, żeby tę świątynię postawić. Przygotował cały materiał. Zebrał ludzi, którzy byli ku temu kompetentni, wykształceni. Miał wszystko. Ale nie postawił tej świątyni. Więc zrób to. No a on jeszcze co? On nie ma jeszcze żadnego doświadczenia. Jest chłopcem, któremu włożyli na głowę koronę. Jak on ma to zrobić? Więc tu jest to podobieństwo. I Jozue i Salomon mają prawo powiedzieć: nie, to nie jest w ogóle na moje siły. To nie jest na pewno na moje siły. My jesteśmy za mali i za słabi.
Za mali i za słabi. Mają w sobie wszelkie prawo, żeby się bać. Mając też, tak jak Jozue, doświadczenie w fiaskach poprzednio. I to jest właściwie reguła, że w Piśmie Świętym mężnymi ludźmi okazują się ci, którzy wiedzą, że są mali i słabi. Ci się okazują mężni. Zobaczcie, ile jest takich sytuacji. Judyta. Wszystkie chłopy zawiodły. Nikt nie ma odwagi. – Idź do obozu wroga. Poszła. Kobitka. Estera. Niedawno czytaliśmy modlitwę Estery, jak ma iść do króla, żeby ratować naród. I ona dobrze wie, że samo pójście oznacza tak naprawdę dla niej wyrok śmierci. Każdy, kto wchodzi nieproszony do króla, może być zabity. I ona, jeśli ma tam pójść, to ryzykuje własne życie. Dawid. Na pewno był człowiekiem mężnym, ale pamiętacie początki. Jak Samuel szukał wśród synów Jessego potencjalnego króla. Jesse zawołał wszystkich synów z wyjątkiem Dawida. On się nadaje do pasienia owiec, ale nie do monarchii. To ten. Zawołaj go. No i potem mamy tego Dawida, który zaraz po tym wyborze idzie się bić z Goliatem. Tamten ma włócznię, nóż, miecz. Ten ma procę z kamieniami. Tamten jest uzbrojony, a temu próbowali włożyć zbroję Saula, to się nie mógł ruszać. No i w takiej właśnie małości i słabości idzie na pole bitwy. Tam wszyscy wiedzieli, jak się to skończy. I skończyło się dokładnie odwrotnie.
Dużo jest takich przykładów i tu widać, że męstwo to nie jest postawa tych, którzy wierzą we własne siły. Męstwo nie ma nic wspólnego z poczuciem pewności siebie: wiem, umiem, potrafię, wyćwiczyłem, mam dość siły, zrobię. Więc wchodzę w każde przeciwieństwo. Nie, męstwo nie ma nic wspólnego z taką postawą. I widać wyraźnie, że ci ludzie w sobie nie odnajdują takiego, przepraszam za brzydkie słowo, hura-gierojstwa. Żaden z nich nie jest gieroj. To można bardzo łatwo zobaczyć, jak śledzicie też nie tylko Pismo, ale jak na przykład śledzicie historie męczenników. Męczennicy to są ludzie, którzy się bali. Ci, którzy się nie bali, najczęściej są zdrajcami i są tymi, którzy się zaparli wiary. Święty Polikarp, który poszedł na męczeństwo mając osiemdziesiąt sześć lat, został stracony przez człowieka, który jak się zaczęło prześladowanie, to poleciał do władzy rzymskiej, mówiąc: jestem chrześcijaninem, proszę mnie zabić. A oni zamiast go zabić, to go zaczęli przesłuchiwać. I za chwilę wysypał miejsce, gdzie jest Polikarp, co robi i gdzie go można pojmać. Nikt mu nie kazał lecieć do tych władz. Gotowy materiał na męczennika. Skończyło się właśnie tak. Jak ktoś jest takim hura-optymistą co do samego siebie, kończy tak jak Piotr w Wielki Czwartek wieczór: – Choćby wszyscy uciekli, ja będę przy tobie. Nie znam tego człowieka – mówi do gosposi. Ojciec Jankowski tak pięknie mówił, że to był moment, w którym Piotr, to znaczy skała, okazał się jak piasek w rękach. A tyle myślał o sobie, czego to nie potrafił.
Tu widać wyraźnie, że męstwo jest darem i dlatego męstwo jest wśród siedmiu darów Ducha Świętego. Przynajmniej to męstwo, które tak jak je rozumiemy w chrześcijaństwie, jest darem Ducha Świętego. I myślę, że ten dar tak naprawdę ma takie dwa wymiary. Po pierwsze, że męstwo jest wiarą w Boga. I to jest to, co Duch Święty w nas sprawia. Duch w nas sprawia wiarę. Ale chodzi o taką wiarę w Boga, która jest także pełnym wobec Boga zaufaniem. Jest takie bardzo ładne rozróżnienie, to Tomasz z Akwinu mówił, podawał trzy rodzaje wiary. Pierwszy jest „credo deum esse” – wierzę, że Bóg jest. Może to już jest dużo, tylko że dla człowieka strasznie mało. A zwłaszcza wtedy, jak się musi zderzyć z jakimś niebezpieczeństwem. Co z tego, że Bóg jest? To właściwie to, co się dzieje, to jest dowodem przeciwko niemu. Jak Bóg jest, to czemu się dzieją takie rzeczy, jak się dzieją? To jest pierwszy wymiar wiary, pewnie jakoś podstawowy, ale jak mówię, na pewno niewystarczający.
Drugi rodzaj wiary jest „credo Deo” – wierzę Bogu. Ufam Mu. Ufam Mu. Zobaczcie, że jak czytamy Ewangelię, to pierwsze, które uznają Jezusa za Syna Bożego, to są demony. Tak, wiedzą, że to jest Syn Boga. I zaraz po wyznaniu tej wiary, że to jest Syn Boga, mówią: czemu nas przyszedłeś zgubić? Z jednej strony wierzą, że Bóg jest, a z drugiej strony są przekonane, że Bóg chce ich zniszczyć. Więc tak może być w człowieku. Wierzę, że Jezus jest Synem Bożym, ale myślę, że jak będę postępował według tego, jak On mi radzi, to to mnie zniszczy. Boję się. Stracę to, to, to, to zostanie mi zabrane. Boję się zaufać.
No więc jeszcze trzecie i to jest to, co my mamy w wyznaniu wiary, mszalnym: „credo in unum Deum”. To jest bardzo piękne, bo „in” jak występuje z akkuzativem, to znaczy tyle co „ku”. Wierzę ku Bogu. Czyli nie tylko, że Mu ufam, ale to sprawia, że ku Niemu idę. Że się staję podobny. Że przejmuję Jego myślenie i przejmuję Jego działania. Więc potrzebna jest taka wiara, żeby być mężnym. Najlepszy przykład na to Dzieje Apostolskie 18. Podpowiadam na medytację, na adorację.
Jest św. Paweł w Koryncie i nic nie idzie. Albo idzie jak po grudzie. I jest przekonany, że musi stamtąd odejść. I co więcej, że jak nie odejdzie, to go zabiją. On tam straci życie. I jak już jest właściwie po decyzji, że musi stamtąd odejść, to mu się objawia w nocy Jezus. I mówi mu tak: nie lękaj się, nie lękaj się. Ja tu mam bardzo wielu ludzi w tym mieście. A to jest prześliczne, bo Paweł widzi tylko dookoła wrogów, a Jezus mu mówi, że tu masz braci. Tylko jeszcze ich nie widzisz. Ale za chwilę zobaczysz, bo oni się wyłonią. Został w Koryncie osiemnaście miesięcy. I zobaczył, jak rośnie Kościół. Jeden z najważniejszych kościołów starożytnych. Jaki piękny. No ale to się mogło wydarzyć tylko właśnie w tym zaufaniu Jezusowi i zaufaniu – ku Jezusowi. Że zaufał, a za tym zaufaniem poszło działanie.
Więc męstwo jest formą wiary, ale takiej wiary, która jest ufnością do Boga, która cię ku Bogu popycha. Pamiętacie pierwsze czytanie, jak w sobotę mieliśmy liturgię? Z wczorajszej niedzieli pierwsze czytanie. Mojżesz mówi do Boga: tak się przeciwko mnie zbuntowali, że mnie zabiją. Pamiętacie? Musicie pamiętać, to wczoraj było. Za chwilę mnie zabiją. A Bóg mu mówi: przejdź przed ludem. On mówi, że cię zabiją, przejdź tak przed nimi. Zobaczymy, ile tych kamieni poleci. No i przeszedł przed nimi. Wziął starszych, poszli do skały z wodą. Ale przeszedł przed nimi, nic się nie posypało. Czytałem kilka komentarzy rabinów do tego tekstu i rabini mówią tak: przejdź przed nimi i przestań źle mówić o moich dzieciach. Tak tłumaczą ten nakaz. Przestań źle mówić o moich dzieciach. Kto ci dał prawo mówić o moich dzieciach, że cię zabiją? Więc ten Mojżesz teraz mężnie przeszedł, pewnie oglądając się, komu się tam ręka dźwiga do góry. Żadna się nie dźwignęła. No tak tylko, że on musiał zaufać Bogu.
Takich historii w Biblii są setki, gdzie człowiek przy całym swoim strachu, jeśli się oprze na Panu, to potrafi odnaleźć w sobie męstwo, które jest darem. Nie jest z niego. Przestań się lękać. Męstwo, które nie jest z niego, odnajduje w sobie, idzie za nim i widzi jak Bóg działa. Więc męstwo najpierw jest wiarą w Boga, Bogu i ku Bogu. I jest także – znowu dotykamy tego, że to jest dar Ducha Świętego – męstwo jest zawsze formą miłości.
To jest taka rzecz, którą pamiętam już dziesięć lat, ponieważ po Światowych Dniach Młodzieży w Łagiewnikach była taka seria konferencji na temat darów Ducha Świętego. I ja tam mówiłem konferencję o darze rozumu, czy lepiej mówić – rozumienia. Natomiast Kardynał Tagle mówił o męstwie. Właściwie od czasów tej konferencji kardynała Taglego, to ja już niewiele chcę więcej wiedzieć o męstwie. Cała konferencja Taglego była o tym, że męstwo jest miłością. Nie jest brakiem strachu. Boisz się. A czemu to robisz? No bo kochasz. Musisz tak postąpić, bo kochasz. To jest właśnie Estera. Estera jest pełna strachu. Czemu pójdzie do tego króla? Bo kocha swój naród. Jak już jest przed królem, to mówi tak: gdyby nas tylko chcieli obrócić w niewolników, gdyby nam chcieli tylko zadać cierpienie, to pewnie nic bym nie zrobiła. Ale skoro ktoś się uparł, żeby nas wszystkich zabić, to ja nie mogłam nie przyjść. Jej postawa, to jest postawa ratowania życia wszystkich, których kocha. Tam przy okazji jest jej wuj, pamiętacie, który pokazuje też właśnie to męstwo, które jest zaufaniem Bogu. On tak mówi: jak ty nie pójdziesz, to Pan Bóg uratuje Żydów inaczej. Ale tobie wtedy biada. Pan Bóg znajdzie sposób. On nasz naród uratuje. Ale ty – ty stracisz wszystko, ty przegrasz wszystko. To jest to zaufanie ku Bogu. Ale ona ma w sobie postawę miłości. Dlatego, że kocha, dlatego idzie.
Karnał Tagle pokazywał jako najważniejszy przykład męstwa – Maryję pod krzyżem. Gdzie są te wszystkie chłopy? Gdzie jest Piotr? Gdzie jest Szymon, który był zelotą, całe życie mieczyk nosił przy sukni? Umiał się bić. Gdzie on jest? Żadnego nie ma. Przyszedł Jan, ale klucz jest ten sam. Dlaczego przyszedł Jan? Bo Jan jest uczniem, którego Jezus kocha. Jan ma doświadczenie bycia kochanym. Jak masz to doświadczenie, to się zdobywasz na rzeczy, na których byś się nie zdobył sam ze siebie, w oparciu o swoje siły. Ale miłość ci każe to zrobić. Maryja była pod krzyżem, ponieważ miała w sobie miłość do syna. I niczego się nie bała, w tym sensie nie bała, potrafiła przekroczyć każdy strach. Każdy strach, żeby być przy nim. Żeby przy nim stanąć, kiedy umiera. Więc męstwo jest miłością. Właśnie nie chodzi o to, że się nie boję. Boję się, ale miłość pozwala mi zrobić to, co ważne. Tak, jak ma być. Tak mi miłość każe. Więc miłość jest darem Ducha Świętego. Wiemy, dlatego, że tak bardzo pięknie o tym pisał Jan Paweł II, że Duch Święty w Tajemnicy Trójcy jest osobową miłością. Tak, jak chcecie być mężni, zwłaszcza wobec takich sytuacji, które was przerastają. Albo macie już doświadczenie, że raz próbowaliście i…
No to zanim zaczniecie to robić, to tak długo klęczcie przed Panem Jezusem, aż Mu zdążycie powiedzieć: ufam Tobie. I jak nabierzecie przekonania, że to, o co wam chodzi, jest adresatem waszej miłości, to możecie iść w ciemno. Nawet z największym strachem. I wtedy będziecie autentycznie mężni po Bożemu.